< wróć

Artur i Ruby

2026-05-08

Przyjaciel pies asystujący – te słowa to znacząco za mało – Ruby jest czworonożnym bohaterem. Jest dla mnie przyjacielem, członkiem rodziny i całym moim światem. Trudno jest zobrazować ogrom tej relacji, jej znaczenie dla mnie. Mam w sobie tyle emocji, że nie potrafię tego nazwać.

Codziennie stawiamy światu czoła, noga w nogę i łapa w łapę, starając się dobrze reprezentować sobą społeczność osób z niepełnosprawnością, wymagających wsparcia psa asystującego. Bo przy Ruby uświadomiłem sobie, że moje istnienie ma sens, że będzie ktoś, kto bezinteresownie mnie pokocha (no dobra, nie aż tak bezinteresownie, Ruby jest napędzana na smaczki :D).

Jestem studentem, więc moje życie zwykle oscyluje wokół uczelni. Nie wiem jak Ruby to robi, ale nauczyła się, o której godzinie zwykle powinienem wstawać, i jak tego nie robię – bezpardonowo zaczyna mnie lizać po twarzy i trącać łapą. Dzięki Ruby nauczyłem się wstawać szybciej, żeby wyjść z nią na dwór jeszcze przed szykowaniem się do wyjścia na zajęcia.

Dojeżdżam do Poznania pociągiem, więc codziennie ćwiczymy utrzymywanie uwagi i skupienie się tylko i wyłącznie na mnie. Niestety ludzie, mimo wyraźnego oznaczenia, czasem sprawiają problemy. Na szczęście coraz częściej spotykam się z pozytywnym odbiorem, który przyćmiewa ewentualne nieprzyjemności. Mamy tłumaczą dzieciom na moim przykładzie, jak wygląda pies asystujący, instruują, że takim pieskom nie należy przeszkadzać, zadają mi pytania. Dzięki Ruby ludzie uśmiechają się do mnie, komplementują ją i często proponują mi pomoc. Widoczność Ruby sprawia, że w razie nieoczekiwanego ataku jestem widoczny, jestem bezpieczny. Gdy jestem na studiach, i gdy prowadzący zajęcia na to pozwoli, ściągam Ruby kamizelkę i spuszczam ją ze smyczy. Mamy wtedy chwilę na zabawę, na przywitanie się z innymi studentami, a potem… na spanie. Ruby przez 90% zajęć śpi i jeszcze bezczelnie chrapie, co wszystkich rozczula! Koledzy z mojego roku okazali się bardzo pomocni, bardzo dobrze przygotowali się do tego, że w naszej grupie będzie nowy, czworonożny student. Wiedzą, kiedy nie należy jej przeszkadzać, zawsze pytają, czy mogą ją pogłaskać. Po powrocie do domu często siadam do zadań, które muszę zrobić na zajęcia – Ruby kładzie się wtedy przy moich nogach. Tak naprawdę ona jest jak cień, nie odstępuje mnie na krok. Jeśli jest na to czas, powtarzamy sobie podstawowe komendy i uczymy się nowych.

Podczas całego naszego dnia jest bardzo dużo przytulania, głaskania i miętoszenia uszek. Kiedy przychodzi pora spania, Ruby już dawno czeka za mną na łóżku. Jak ułożę się do spania obowiązkowo przyjdzie się poprzytulać, po czym kładzie się przy mnie. Nie raz zaczyna się rozpychać, a o chrapaniu nie wspomnę!!! Jednak charakterystyczny, popcornowy zapach psa i jej chrapanie działa na mnie jak najlepszy usypiacz. Mam duże problemy ze snem, moje traumy wracają do mnie w koszmarach sennych, z których najczęściej wybudza mnie Ruby. Noce z nią stały się spokojne.

Może nie widać tego po mnie, ale mam ogromne problemy społeczne. Ludzi do tej pory odbierałem jako zagrożenie. Nie lubiłem rozmawiać, nie chciałem być zaczepiany, najchętniej zamknąłbym się w domu i wychodziłbym tylko wtedy, kiedy jest to konieczne. Ruby nauczyła mnie odwagi, chociaż początki były trudne. Pracownicy sklepów zwracali mi uwagę, że nie mogę wchodzić do marketów z psem – tłumaczenie się z funkcji Ruby było dla mnie ogromnym stresorem. Podczas kilku pierwszych starć wyszedłem z marketu, płacząc. Z czasem jednak zmieniłem swoje podejście, bo nawet jeśli ktoś nie rozumie funkcji psa asystującego, dołożę swoją cegiełkę i uświadomię, dlaczego towarzystwo psa jest tak ważne. Nadal odczuwam dyskomfort jak rozzłoszczony sprzedawca zwraca mi uwagę, jednak w większości przypadków, gdy tylko spojrzy na kamizelkę i zobaczy napis, przeprasza mnie i życzy miłych zakupów. Ludzie mają bardzo małą wiedzę, jeśli chodzi o psy asystujące, trzeba wykorzystywać każdą okazję, by edukować. Przez specyfikę zaburzeń dysocjacyjnych Ruby pomaga mi w trakcie aktywnej derealizacji/depersonalizacji/dysocjacji. Kiedy świat wokół mnie staje się niezrozumiały, kiedy zatrzymuję się i nie reaguję – robi to za mnie Ruby, która skacze na mnie i zwraca na siebie uwagę, zupełnie jakby mówiła: „Hej, co się dzieje? Zwróć uwagę na mnie!”. Sama świadomość tego, że ktoś jest blisko mnie, że ktoś mi pomoże, jest naprawdę bardzo ważna.

 

Zdarzają się sytuacje utrudniające pracę Ruby. Zwykle sprawcami są inni ludzie i psy. Jeśli chodzi o ludzi to w grę wchodzi już klasyczna potrzeba „pogłaskania pieska”, mimo że piesek ma na szelkach wielki napis NIE DOTYKAJ! Ludzie mimo wielkich liter, dostosowanej kamizelki, mnóstwa naszywek alarmujących… nie patrzą na to. Widzą pieska, więc chcą pogłaskać pieska. Ruby jak każdy labrador jest bardzo do ludzi, dlatego rozpraszanie przeszkadza jej w wykonywaniu swojej pracy. Gdy idę przez przedziały czasem ludzie bezpardonowo wyciągają rękę i głaszczą mi psa, a jak zwracam im uwagę (oczywiście kulturalnie) to słyszę, że „przesadzam” albo że „jestem niewychowany i chamski”. Nie ukrywam, że mnie to nie rusza, chodzę potem nabuzowany i nie mogę się się uspokoić przez poczucie niesprawiedliwości. Myślałem, że największy problem będę miał z dziećmi, a ku mojemu zaskoczeniu najgorsi są dorośli ludzie. Tak samo jest z pracownikami sklepów, o których wspominałem wcześniej. Pewien market kazał mi wyjść z psem i zostawić Ruby przywiązaną przy słupie, a mnie miał oprowadzać pracownik sklepu, który powołał się na wewnętrzne przepisy, które zdaniem pana są wyżej niż prawo.

Problemem są też inne psy, a w sumie bardziej ich właściciele. Widząc, że idzie oznakowany pies, nie zatrzymają swoich czworonożnych pociech, tylko pozwalają im podejść do Ruby mimo mojej prośby, by trzymać psa przy sobie. „Ale on chce się tylko przywitać” – super, nie miałbym z tym problemu, gdyby Ruby w danej chwili nie była w pracy. Szczekające psy, rzucające się i ciągnące w nasza stronę sprawiają, że zarówno ja, jak i Ruby czujemy dyskomfort, a momentami nawet silny lęk. Raz jeden pies prawie ugryzł Ruby, która przestraszyła się i wpadła na mnie, prawie mnie przewracając. Jeśli pies jest agresywny, głośny, błagam, niech chodzi przy nodze właściciela. Tak jak nie jestem zwolennikiem kagańców, po akcji z ugryzieniem jestem zdania, że są one złem koniecznym przy psach z problemami behawioralnymi.

Najwięcej kontrolowałem Ruby na początku naszej przygody. Chodziliśmy w kantarku, żeby bardziej kontrolować jej ruchy, byłem bardziej spięty, ponieważ mnie ciągnęła. Teraz jest o wiele lepiej. Porzuciliśmy kantarek, jednak zawsze mam go przy sobie w razie konieczności. Ruby wyrobiła sobie nawyk, że zawsze przed każdym przejściem, jak musimy przez nie przejść, staje przede mną, jakby chciała mi pokazać, gdzie mam się zatrzymać. Ufam jej w pełni.

Dopiero po paru miesiącach poczułem, że Ruby jest moją niezawodną pomocą. Początki były trudne, przez moment byłem tak przytłoczony, że chciałem ją oddać, bo bałem się o przyszłość. Ruby dzielnie trwała przy mnie ten cały czas, oswajając mnie ze sobą i pokazując, że chce dla mnie jak najlepiej. Pamiętam, że uświadomiłem sobie, że za każdym razem jak na nią patrzę, ta zaczyna merdać ogonem. Kiedy siedziałem na ziemi i płakałem, była przy mnie. Wtedy, ją przytulałem poczułem, że to jest właśnie to, czego potrzebuje. Miała okazje wykazać się podczas moich stanów lękowych, widziała mnie w trakcie dysocjacji, dawała mi się przytulać po koszmarach – to wszystko przyszło z czasem, kiedy wypracowaliśmy sobie swoją rutynę i sposób działania.

Ruby w trakcie pracy, kiedy tylko może – patrzy w moją stronę. Potrafimy jednać pociągiem, a ona nie spuści ze mnie wzroku. Cały czas upewnia się, że nic mi nie jest. Gdy przechodzi koło nas głośny pies, daje prostą komendę „na mnie”, żeby utrzymać jej uwagę. Jesteśmy jednak mimo wszystko ze sobą tylko (albo aż) ponad rok, nadal aktywnie nagradzam ją za wykonywane komendy, chwalę głośno, gdy np. wejdzie do pociągu albo usiądzie przy mnie, gdy jesteśmy w sklepie. Nagradzam ją oczywiście smaczkami, Ruby szczególnie polubiła liofilizowane borówki dla psów i pastę z łososia! Chociaż prawda jest taka, że ten łasuch zje wszystko.

Pojawienie się Ruby wywróciło mój świat do góry nogami. Jestem kociarzem i prowadziłem koci tryb życia. Mało ruchu, wybiórcze kontakty społeczne, domatorstwo. Nadal jestem kociarzem, jednak obecność psa zaczęła ode mnie więcej wymagać. Pies to bardzo duża odpowiedzialność. Musiałem stać się aktywniejszy, musiałem wyjść z domu i zacząć chodzić na spacery. Dla osoby, która dotąd każdą wolną chwilę spędzała w łóżku lub na kanapie z książką, to był szok. Przekonałem się jednak szybko, że lokalne środowisko psiarzy bardzo miło reaguje na widok labradora na spacerze. Powoli, ale skutecznie robiłem z Ruby coraz dłuższe spacery – wpłynęło to dobrze na moje zdrowie. Moją rzeczywistością stała się również wszechobecna sierść. Miałem momenty, gdzie kompulsywnie po parę razy dziennie zamiatałem całe mieszkanie, ale teraz nauczyłem się, że nie muszę zmiatać każdego drobnego włoska. Moje kompulsywne sprzątanie unormowało się, co jest dla mnie dużym krokiem.

Jeśli chodzi o komfort życia… cóż, mogę dumnie powiedzieć, że powoli planuję schodzić z leków przeciwdepresyjnych. Z większego epizodu depresyjnego wychodzę na prostą i… żyję. Chcę żyć. Codziennie Ruby mnie rozczula, codziennie się z nią bawię, śmieję się – ja wiem, że to dla osoby zdrowej są normalne rzeczy, jednak dla mnie to nie było takie łatwe. Czuje się tak, jakby ktoś zdjął mi głaz z ramion i zastąpił go 28-kilogramowym labradorem. Taki ciężar jestem w stanie znosić.

Moja najbliższa rodzina bardzo dużo czytała o psach asystujących, zanim zjawiła się Ruby. Moja mama nadal przychodzi mi z ciekawostkami dotyczącymi psów asystujących, widać, że się tym interesuje. Nawet babcia edukuje koleżanki i opowiada o psach – szczególnie o Ruby. Dziadek z kolei jest pierwszym do zabawy i rzucania piłki. Moi przyjaciele, gdy czegoś nie wiedzieli, pytali. Na studiach pojawiło się oświadczenie, że na uczelni będzie pies asystujący i jest prośba, żeby go nie zaczepiać, więc moi koledzy z roku byli przygotowani na obecność Ruby. Filip, Asia, Wiktoria, Julia i Magda to najlepsze przyjaciółki Ruby, nawet Zuzia z mojego roku, która boi się psów, odważyła się i pogłaskała Ruby! Oskar z kolei jest pierwszy do zabawy z nią – jest chyba jej faworytem, Ruby ma słabość do mężczyzn z zarostem:D.

Wykładowcy, jeśli nie są czegoś pewni, pytają mnie o to, nie robią żadnego problemu (jedyne co robią to zdjęcia, jak Ruby słodko śpi). Moje otoczenie mnie nie zawiodło, jestem naprawdę dumy z każdej osoby, która ma odwagę pytać, gdy czegoś nie wie. Jestem też wdzięczny każdemu, kto uśmiechnął się do Ruby i nazwał ją dobrym psem – w rzeczy samej! Ruby jest wspaniałym psem!

Wyszkolenie Ruby możliwe było dzięki dofinansowaniu PFRON – Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ramach projektu "Labrador dla Niepełnosprawnego 2024-2027”.