< wróć

Sebastian [Oswoić Ciemność — Zobaczyć Codzienność]

2026-03-26

Zadzwoniła do mnie Pani Kasia i zapytała, czy nie chciałbym napisać kilku słów na temat mojego uczestnictwa w projekcie „Oswoić Ciemność – Zobaczyć Codzienność”.

Na ręce Sabiny koordynującej cały projekt składam moje wdzięczne serce, dziękując Bogu za tych ludzi, których tam spotkałem i którzy byli tam przede wszystkim dla nas, osób z dysfunkcją wzroku. Muszę się przyznać, że w chwilach takich jak ta, zawsze boję się o jedno, czy będę umiał słowami wyrazić to, co chciałoby powiedzieć moje serce, a chciałabym przemówić sercem pełnym miłości i wdzięczności, dziękując za dobro, którym zostałem zasypany. 

Na zdjęciu widoczny jest mężczyzna siedzący przy biurku w jasnym, biurowym pomieszczeniu. Ma na sobie białą koszulę z krótkim rękawem i okulary. Siedzi w swobodnej, lekko odchylonej pozycji, z jedną ręką opartą o blat, a drugą na oparciu krzesła.  Na biurku stoi otwarty laptop, a obok niego leżą złożona biała laska dla osób niewidomych oraz jej elementy. W tle widać jasną ścianę oraz okno z pionowymi żaluzjami, przez które wpada naturalne światło.

Mam na imię Sebastian, na co dzień jestem katechetą i muszę powiedzieć, że jestem szczęśliwym katechetą, bo nie oddałbym żadnej chwili spędzonej w mojej szkole, żadnej klasy i żadnego ucznia. W październiku 2022 roku zupełnie niespodziewanie, nagle w ciągu siedmiu dni tracę wzrok w lewym oku i zaczyna się bardzo trudny moment w moim życiu. Nie do końca jestem świadomy, że to początek drogi bez powrotu. Przez pierwsze pół roku jeżdżę od lekarza do lekarza, od jednej sławy do drugiej, próbując ratować moje oczy. Poruszam niebo i ziemię, odbijając się między okulistami a neurologami i zderzam się z wielkim murem. W maju 2023 roku tracę też wzrok w drugim oku i staję się kaleką. Szukając pomocy, dowiaduję się, że bezpowrotnie straciłem wzrok. Odbywam pięć rozmów pożegnalnych.

Jedna z lekarek doradziła mi, abym spróbował żyć tak jak dotąd. Leżąc w szpitalu proszę Boga o cud. Boję się, że za chwilę nie zobaczę twarzy tych, których kocham. Walczę i wierzę, ale czasem brakuje już sił. Doświadczam w swoim życiu obecności dwóch sióstr: pokory i prostoty. W tym trudnym czasie, ogromnym wsparciem była dla mnie błogosławiona matka Elżbieta Róża Czacka – niewidoma matka niewidomych, która stała się taką moją duchową przewodniczką podczas choroby. To ona pokazała mi, że w języku osoby niewidomej lub niedowidzącej nie ma słowa „niemożliwe”. Dzięki niej doświadczyłem również, że kruchość, słabość i niepełnosprawność przyjęte z wiarą i dla Boga mogą rodzić piękne owoce.

Również w tym czasie wielką radością i wsparciem były, są i zawsze będą moje dzieci. Te trzy małe serduszka: Franek, Klara i Amelka, sprawiają, że chce mi się żyć i mam dla kogo żyć. Będąc w takiej sytuacji jak ja, człowiek na początku tak naprawdę ma dwa wyjścia – albo usiąść w domu i ryczeć, albo wziąć to wszystko na klatę i iść dalej. Ja wybrałem to drugie.

Do Fundacji Labrador trafiłem tak naprawdę przez Mariusza, który uczył mnie brajla i stał się moim największym nauczycielem. To on był pierwszą niewidomą osobą spotkaną przeze mnie. Z wielką radością jeździłem na spotkania z nim i jego psem Sajmonem. To Mariusz powiedział mi, że jest w Poznaniu fundacja wychodząca naprzeciw osobom z dysfunkcją wzorku i fajnie by było, abym obserwował ich stronę na Facebooku, bo niedługo ruszy druga edycja programu „Oswoić ciemność – Zobaczyć Codzienność. Wsparcie osób w kryzysie utraty widzenia w powrocie do samodzielności”. Z uwagą czekałem na jakiś post na Facebooku i stało się – ruszyły zapisy i zakwalifikowałem się na prawie trzytygodniowy pobyt na zjazdach organizowanych przez Fundację. Jadąc do Poznania, nie miałem jakiś wielkich oczekiwań, choć wewnętrznie czułem, że spotka mnie tam coś dobrego. Sama świadomość, że będą tam ludzie borykający się z podobnym problemem jak mój, dawał mi dużą motywację.

Na pierwszym zjeździe poznałem Sabinę i jej niewidomego męża Łukasza oraz całą ekipę ludzi będących tam tylko dla nas. Poznałem również pięcioro moich kolegów, z którymi rozpocząłem walkę z przeciwnościami czyhającymi na osobę niewidomą lub niedowidzącą. Wszyscy instruktorzy otoczyli nas wielkim parasolem bezpieczeństwa i służyli pomocą w każdej możliwej chwili, za co ogromnie dziękuję.

Na zjeździe mieliśmy dużo czasu, by ze sobą pobyć, porozmawiać, wymienić się doświadczeniami i spojrzeć na trudności wynikające z dysfunkcji wzoru. Było to cenne, bo wszyscy mieliśmy podobne problemy, każdy z nas był inny, ale też wyjątkowy. Myślę, że wszystkim towarzyszył jeden cel, aby być jak najbardziej samodzielny. Mieszkaliśmy w hostelu Cooltour, panowała tam rodzinna atmosfera. Ja miałem zaszczyt i ogromną przyjemność, mieszkać z Patrykiem, który swoją osobą ubogacał mi pobyt na szkoleniu. Myślę, że nadawaliśmy na tych samych falach i dlatego czułem się tam dobrze. Wielką atrakcją w naszej grupie była osoba Macieja, który na co dzień mieszka w Jarocinie – stolicy polskiego rocka. Maciej umilał nam czas swoimi opowieściami i kawałami adekwatnymi do zaistniałych sytuacji, chwilami był dla nas jak starszy mądry brat. Zdecydowanie był przewodnikiem grupy. Ciekawą osobą okazał się Albin, człowiek o wielkim sercu zarażający nas swoim dobrym humorem. Był wspaniałym towarzyszem rozmów. Arek z kolei był cichym i pogodnym kompanem i wielkim fanem śledzi w oleju. Był również Andrzej – jedyny w swoim rodzaju, uczył nas survivalu przed każdym posiłkiem.

Myślę, że najbardziej zapadły mi w sercu, zajęcia z Kasią, która uczyła mnie orientacji przestrzennej i była jednocześnie moją przewodniczką duchową. To ona pokazała mi, jak się bezpiecznie poruszać. Z wielką radością zawsze czekałam na zajęcia z Mariuszem, który wskazał mi drogę do najlepszych na świecie aplikacji. To on zapoznał mnie z technologią cyfrową. Dzięki Sabinie dowiedziałem się, że bardzo lubię tosty. Danusi natomiast dziękuję za najlepsze naleśniki z serem. Za bukiet przepysznych sałatek i żurek, którego nie idzie zapomnieć, dziękuję Kasi. Fajnie wspominam również zajęcia z Marianną dbającą o naszą kondycję psychiczną. Była ona dyskretna, subtelna i delikatna w swojej pracy, a przy tym konkretna i profesjonalna. Ciepło wspominam zajęcia z Patrykiem i Jacqueline – czyli samoobronę. Dowiedzieliśmy się, jak obronić się w razie niespodziewanego ataku. Fajnie wspominam też wyjścia do kina z audiodeskrypcją. Cieszyłem się też na spotkania z ekspertami, które mieliśmy online – z Krzysztofem Polaszkiem, Sebastianem Strugarkiem i Piotrem Ziębakowskim. Myślę, że w tych wszystkich historiach, każdy z nas mógł odnaleźć kawałek siebie i zobaczyć, że nie my pierwsi zmagamy się z tego typu problemami. Z radością wstawaliśmy wcześnie rano, bo wiedzieliśmy, że czeka na nas przepyszne śniadanko serwowane przez Panią Wiktorię.

Każdy z naszych instruktorów był profesjonalistą w swojej dziedzinie, każdy z nich podarował nam ogromną ilość swojego czasu. Ktoś kiedyś powiedział, że MIŁOŚĆ = CZAS, A CZAS = MIŁOŚĆ, i my tej miłości doświadczyliśmy. Dzielili się z nami swoim życiem i wydaje się, że doskonale rozumieli, przez co teraz przechodzimy. Dużą pomocą i wsparciem były też wolontariuszki (Marysia, Matylda i Kinga) pomagające nam dotrzeć w różne miejsca naszych szkoleń. Wiele radości dawała nam również Tina – pies asystujący Sabiny.

Uważam, że każdy kto znajduje się w kryzysie utraty wzroku, powinien trafić na szkolenie do poznańskiej Fundacji Labrador. Otrzyma tam wszystko, czego potrzebuje, a nawet więcej. Wartością dodaną tego szkolenia jest przepiękny owoc naszego pobytu, który wyraża się więzią między nami – uczestnikami projektu.

Aktualnie jestem osobą bardziej niewidomą niż niedowidzącą, ponieważ w lewym oku mam dwa procent widzenia, a w prawym trzy procent. Mam na szczęście jeszcze poczucie światła, jak długo – nie wiadomo. Od września wróciłem do pracy w szkole po dwuletniej przerwie. Czuję się tak, jakbym wrócił z bardzo dalekiej podróży, do miejsca, które kocham, znam i w którym spędziłem mnóstwo fantastycznych chwil, gdzie spotkałem wielu pięknych, młodych ludzi. Wróciłem silniejszy i bogatszy w różne doświadczenia, nie zawsze łatwe, ale jestem tam przede wszystkim po to, by służyć, tym młodym ludziom moją skromną osobą. Sam zostałem obdarowany wielkim dobrem i chcę to dobro, podawać dalej. Co będzie później, nie wiem, ale patrzę z nadzieją w Niebo i wiem, że sobie poradzę.

Projekt “Oswoić Ciemność – Zobaczyć Codzienność 2025-2026” dofinansowany jest ze środków PFRON – Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.