< wróć

[Wolontariat] Agnieszka i Fibi

2026-01-23

Moja przygoda z Fundacją Labrador: Od serniczka do wielkiej misji

Wszystko zaczęło się w kuchni – a przecież nie ma lepszego miejsca na początek pięknej historii. Przy wspólnej kawie w pracy rozmawiałam z kolegą o psach. Bartek opowiedział mi wtedy, jak kilka lat wcześniej wraz z rodziną przygotowywał psa do roli przewodnika właśnie w Fundacji Labrador. To on zainspirował mnie do zgłębienia tematu. Postanowiłam jednak dać sobie czas i poczekać pół roku, by sprawdzić, czy to tylko chwilowy zapał. Nie przeszedł. Zadzwoniłam do Natalii, a dwa miesiące później rozpoczęłam swoją wielką przygodę z Fibi. Dziś Fibi jest już u profesjonalnego trenera i przygotowuje się do egzaminu, a w naszym domu gości kolejna psia uczennica – Bambi. Ale może zacznijmy od początku…

 

Marzenia kontra rzeczywistość

Głównym impulsem była ogromna tęsknota za psem. W domu rodzinnym towarzyszył mi Ptysiek – biszkoptowy labrador, który zostawił w moim sercu trwały ślad. Choć marzenie o własnym czworonogu z czasem przybierało na sile, dorosłość rzucała mi pod nogi kłody: praca na etacie, mieszkanie w bloku, intensywne życie towarzyskie i liczne wyjazdy – bo przecież marzenia trzeba realizować.
Okazało się jednak, że wolontariat w Fundacji idealnie wpisuje się w mój tryb życia. Dzięki wsparciu trenerów oraz pomocy „weekendowych” wolontariuszy, którzy opiekowali się Fibi podczas moich dalszych podróży, mogłam połączyć obowiązki z pasją. Z Fibi celebrowałam codzienność: wspólne wyjścia do apteki, piekarni, restauracji, a nawet wizyty u stomatologa czy akcja WOŚP, Pyrkon i wiele innych. Towarzyszyła mi w pracy i w dalekich podróżach – od Beskidzkich szlaków po Sopockie plaże. Te wspomnienia są dla mnie bezcenne.

 

Czego nauczył mnie pies w kamizelce?

Wspólne spacery były lekcją asertywności. Musiałam nauczyć się tłumaczyć przechodniom, że kamizelka „pies w treningu” to nie ozdoba, lecz prośba o nie-dekoncentrowanie zwierzęcia. Co ciekawe, to głównie dzieci i młodzież pytały o pozwolenie na kontakt, podczas gdy dorośli często bez słowa próbowali zaczepiać Fibi. Ten czas był dla mnie nie tylko szkołą tresury, ale przede wszystkim lekcją o mnie samej. To była tak odkrywcza przygoda, że jeszcze przed przekazaniem Fibi do dalszego etapu, zdecydowaliśmy się na kolejnego szczeniaka (o Bambi, tej skocznej żabie zapewne jeszcze przeczytacie i usłyszycie!).

  

 

Historio-lekcje w pigułce: Co warto wiedzieć?

Mamy w pamięci mnóstwo zabawnych i trudnych momentów, które z czasem stały się cennymi lekcjami. Oto część z nich:

#Labrador to synonim żarłoka. Fibi podczas świąt przetestowała każdą odmianę serniczka. Nieważne, jak szybki masz refleks – serniczek zawsze okaże się silniejszy od zakazów i godzin treningu. Co ciekawe tylko sernik tak na nią działa.

#Zainwestuj w karimatę. Nieważne, co deklarujesz przed przyjazdem psa – pierwszą noc i tak spędzisz na podłodze obok klatki, by wspierać swojego nowego domownika.

#Zima weryfikuje charakter. Odmarznięte palce po zimowym treningu to „odznaka honorowa”, którą każdy wolontariusz zdobywa przynajmniej raz w sezonie.

#Fazy rozwojowe to fascynujący proces. Obserwowanie, jak w psim mózgu „łączą się chrupki” – od pierwszej reakcji na imię, przez zdziwienie śniegiem, aż po idealne „waruj” – to czysta magia. Wymaga czasu i cierpliwości, ale warto świętować każdy mały sukces!!

#Bilans strat wychodzi na zero. Nic tak nie wynagradza pogryzionych rąk, znikających skarpetek czy zniszczonych rogów ścian, jak widok słodko pochrapującego, śpiącego „bąbelka”.

Wspaniały czas, jeśli masz wątpliwości, to całkiem normalne. Czasami warto zaryzykować… i zadzwonić do Natalii!



 

Fibi szkolona jest dzięki dofinansowaniu PFRON – Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ramach projektu "Labrador dla Niepełnosprawnego 2024-2027”.