[Wolontariat] Agnieszka i Juki
O Fundacji „Labrador Pies Przewodnik” dowiedziałam się kilka lat temu, przeglądając internetowe informacje o psach. Temat ten był od zawsze obecny w naszym domu, głównie za sprawą naszego syna Michała, który z ogromnym zainteresowaniem zgłębiał wiedzę o różnych rasach, ich charakterach i szkoleniu. Informacje o możliwości wychowywania przyszłego psa przewodnika zapadły mi wtedy w pamięć, choć jeszcze nie przypuszczałam, że pewnego dnia sami zostaniemy rodziną wolontariacką.

Do podjęcia decyzji dojrzewaliśmy długo. Bezpośrednim impulsem były ostatnie wakacje spędzone w naszym domku nad morzem. Tosia i Michał zaprzyjaźnili się tam z psem sąsiadów i sporą część wakacyjnych dni spędzali na wspólnych zabawach. Po powrocie do Poznania wyraźnie odczuwali brak czworonożnego towarzysza. Została w nich pustka, którą bardzo chcieliśmy zapełnić.
Jednocześnie ja i mój mąż zawsze mieliśmy mieszane uczucia wobec posiadania psa w mieście. Wydawało nam się, że pies najlepiej czuje się w dużym ogrodzie, blisko natury i z przestrzenią do swobodnego biegania. Nie byliśmy przekonani, czy życie w miejskim zgiełku jest dla niego odpowiednie. Kiedy jednak wróciliśmy do pomysłu współpracy z Fundacją, wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Wychowywanie psa przewodnika wydało nam się idealnym sposobem na obcowanie z psem, który wręcz wymaga przebywania w miejskiej przestrzeni.
Dla naszej rodziny wolontariat oznaczał przede wszystkim wspólne przeżywanie wyjątkowej przygody. Oczywiście były obowiązki, nauka i czasem chwile frustracji, kiedy Juki miała własne pomysły na współpracę. Było jednak znacznie więcej radości, śmiechu i satysfakcji z obserwowania, jak z małego szczeniaka wyrasta coraz bardziej pewna siebie i mądra suczka. Miło było mieć poczucie, że uczestniczymy w czymś, co kiedyś może naprawdę pomóc komuś w codziennym życiu.
Juki jest naszym pierwszym psem, dlatego przez ostatni rok wiele rzeczy odkrywaliśmy razem z nią. Nie wiedzieliśmy na przykład, że pies potrafi „mówić oczami”. Juki doskonale komunikuje swoje emocje samym spojrzeniem. Potrafi przypomnieć o spacerze, zachęcić do zabawy, poprosić o głaskanie albo przekonać nas, że właśnie teraz należy jej się dodatkowy smakołyk. Z czasem nauczyliśmy się odczytywać jej spojrzenia niemal tak dobrze, jak słowa.
Juki uwielbia bliskość ludzi. Głaskanie, przytulanie i wszelkie oznaki zainteresowania są dla niej najcenniejszą nagrodą. Nigdy nie ma ich dosyć. Ma też niezwykle ekspresyjny ogon, który podczas okazywania radości pracuje z imponującą siłą. Każdy domownik przynajmniej raz przekonał się, że merdający ogon dorastającego labradora potrafi zaskakująco skutecznie „znokautować” człowieka.

Ma też swoje charakterystyczne przyzwyczajenia. Najbardziej bawi nas jej pasja do zbierania patyków. Niemal z każdego spaceru wraca z nową zdobyczą, którą obowiązkowo przynosi pod dom. Z czasem z tych „trofeów” powstała całkiem pokaźna górka. Wygląda na to, że Juki prowadzi własną kolekcję i konsekwentnie ją powiększa.
Ciekawostką jest też historia imienia naszej podopiecznej. Mogliśmy sami je wybrać, a ponieważ całą rodziną lubimy japońskie anime, postawiliśmy na imię Juki. Dopiero później sprawdziliśmy, że po japońsku oznacza ono „śnieg”. Trudno o większy kontrast, bo nasza Juki jest czarna jak noc. Imię jednak zostało i dziś nie wyobrażamy sobie, żeby mogła nazywać się inaczej.
W tym roku nie byliśmy jednak sami. Ogromnie pomogli nam ludzie związani z Fundacją. Od początku spotykaliśmy się z życzliwością, otwartością i gotowością do pomocy. Zawsze mogliśmy liczyć na wsparcie, radę i zrozumienie. Bardzo cenimy też atmosferę panującą podczas treningów. Spotkania były nie tylko okazją do nauki, ale również do wymiany doświadczeń z innymi rodzinami. Dzięki temu łatwiej było przetrwać momenty zwątpienia i nie zniechęcać się wtedy, gdy Juki miała własny pomysł na wykonanie komendy albo gdy postępy nie przychodziły tak szybko, jak byśmy chcieli.
Nasza przygoda jako rodziny wolontariackiej powoli zbliża się do końca, tym bardziej cieszymy się każdym dniem spędzonym z Juki. Ten rok był dla nas wszystkich wyjątkowym doświadczeniem. Nauczył nas cierpliwości, odpowiedzialności i pokazał, jak wiele radości może przynieść wspólna praca nad ważnym celem. Jesteśmy wdzięczni Fundacji za zaufanie oraz możliwość uczestniczenia w tej niezwykłej misji.
Szkolenie Juki możliwe jest dzięki dofinansowaniu Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ramach projektu "Labrador dla Niepełnosprawnego 2024-2027”.