< wróć

[Wolontariat] Ewelina i Andrzej

2026-09-13

Jesteśmy z mężem związani z Fundacją od 3 lat, nie pamiętam już, skąd dowiedzieliśmy się o niej, ale mamy wśród znajomych moją koleżankę z młodości, która w dorosłości straciła wzrok i od wielu lat jest Beneficjentką Fundacji, ma już drugą psią asystentkę. Do zostania wolontariuszami tzw. weekendowymi, czyli takimi, którzy uzupełniają grono wolontariuszy długoterminowych, sprawując opiekę przez jakiś czas, skłoniła nas sympatia do rasy i możliwości (nie mamy dzieci, które mocniej by nas mogły angażować). Na studiach miałam niewidomych kolegów i potem broniłam pracę magisterską z tematyki potrzeb osób niewidomych, przy okazji badań poznałam wiele cudownych osób z tej grupy. Bycie wolontariuszem to dokładanie swojej cegiełki do poprawy komuś jakości życia. Nie jest to zawsze łatwe, bo bardzo szybko można związać się emocjonalnie z psiakami, mimo że pierwsze dni bywają stresujące i pełne niespodzianek. Być może jest nam i tak łatwiej, bo młode psy powierzane są nam na krótszy czas (najdłużej pies był z nami 4 miesiące, a najkrócej kilka dni) i mamy większą rotację, szczególnie w czasie wakacji. Mamy z mężem inne charaktery, ja bardziej lubię, gdy coś się dzieje, jest dynamicznie i wesoło, a mąż – gdy jest spokojniej i bardziej przewidywalnie, ale uzupełniamy "swoje energie" – ja lubię chodzić na spacery, jeździć na treningi i do różnych miejsc, a mąż bardziej sprawnie wyznacza granice, lubi się z psami bawić, a także cierpliwie je wyczesywać!

Para opiekunów stoi na tle kamiennego kościoła położonego na wzgórzu, obok dwóch brązowych psów w trakcie szkolenia. Jednego z psów, ubranego w czerwoną kamizelkę Fundacji Labrador, widać podczas eksplorowania terenu na smyczy. Zdjęcie przedstawia wspólną wycieczkę socjalizacyjną, podczas której psy poznają nowe miejsca, zapachy i otoczenie, przygotowując się do pracy w zróżnicowanych warunkach.

Para pasażerów siedzi w tramwaju, a młody brązowy pies w kamizelce Fundacji Labrador spokojnie siedzi na podłodze w wyznaczonym miejscu dla psa. Zdjęcie przedstawia trening zachowania w transporcie publicznym, podczas którego pies uczy się spokojnego podróżowania i pozostawania pod kontrolą wśród pasażerów.

Mamy okazję poznawać różne "charakterki" i nauczyliśmy się, że fundacyjne psy nie tylko są miłe i przyjazne, ale też wymagające, szczególnie w obszarze konsekwencji i nieulegania pięknym psim oczkom czy próbom wymuszania, żeby nie utrwalać w nich nawyków, które mogłyby potem zagrażać bezpieczeństwu osoby niewidomej czy zdrowiu samego psa (szczególnie: mam tu na myśli łakomstwo mogące prowadzić do otyłości). Nie jest łatwo, gdy młoda, silna psia energia ciągnie na spacerach i konsekwentnie trzeba ją uczyć chodzenia przy nodze. Zdarzyło mi się zareagować kiedyś z opóźnieniem na ekscytację młodej i silnej czarnej Mamby wobec innego psa i przy okazji spektakularnie się przewróciłam, co zostało przypadkiem przez męża nagrane i rozpowszechnione potem ze śmiechem wśród najbliższych i do dziś stanowi rodzinne kultowe nagranie. Mamy też całkiem sporą kolekcję zdjęć innych super mocy labków – "przeczytanej" w kawałkach pożyczonej książki, nadgryzionych nowych butów czy rozpruwanych nałogowo i na potęgę pluszaków, których wnętrzności tworzą nagle w domu śnieżną pokrywę…

Mężczyzna i czarny labrador mają na głowach papierowe czapeczki urodzinowe przed drewnianym budynkiem udekorowanym balonami. Mężczyzna głaszcze psa, który patrzy na niego z bliska. Zdjęcie pokazuje więź między opiekunem a psem oraz wspólne świętowanie w przyjaznej, domowej atmosferze.

Kobieta spaceruje brzegiem morza z czarnym psem asystującym w czerwonej kamizelce. Pies idzie przez płytką wodę, a w tle widać fale, molo i osoby wypoczywające na plaży. Zdjęcie pokazuje, że pies asystujący towarzyszy swojemu opiekunowi również podczas rekreacji i wyjazdów, pomagając zachować samodzielność w różnych miejscach.

Często jesteśmy pytani przez otoczenie, jak radzimy sobie z tym, że psa trzeba oddać. Otóż radzimy sobie, mimo że oczywiście pierwsze dni jest nam żal i tęsknimy. Wiemy jednak, że to nie nasz pies i przed nim jeszcze długa droga, zanim trafi do osoby docelowej, z którą zbuduje więź na stałe. Pracownicy Fundacji mają ogromne doświadczenie i temu ufamy "nie dzieląc włosa na czworo", edukujemy się i rozmawiamy z nimi. Mnóstwo wsparcia i radości mamy także z wymiany doświadczeń na whatsappowej grupie wolontariuszy. Niemniej jednak emocjonalnym ułatwieniem jest też dla nas to, że mamy własnego psa wielorasowego i gdy dom pustoszeje z labciowej energii to zostaje z nami nasz futrzak. Ułatwieniem jest także otwieranie się na kolejne psiaki, gdy tylko mamy taką możliwość.

Grupa uczestników siedzi na trawie w parku, a brązowy pies w czerwonej kamizelce leży spokojnie obok jednej z osób. Uczestnicy uśmiechają się i nawiązują kontakt z psem podczas wspólnego spotkania. Zdjęcie przedstawia zajęcia integracyjne, podczas których obecność psa sprzyja budowaniu relacji, otwartości i aktywnemu uczestnictwu.