< wróć

[Wolontariat] Julia i Tajga

2026-10-17

O Fundacji dowiedziałam się, przeglądając Facebooka. Wyświetlił mi się sponsorowany post o tym, że Fundacja szuka wolontariuszy. Nigdy nie miałam własnego psa, choć zawsze chciałam, i stwierdziłam, że to dobra opcja, żeby sprawdzić się jako opiekun czworonoga. Pomyślałam, że mogę się przy okazji wiele nauczyć, a do tego to wolontariat, więc moja praca przekłada się na pomoc osobie z niepełnosprawnością.

Czarny labrador odpoczywa w metalowej klatce kennelowej, opierając głowę na dużej, pomarańczowej pluszowej zabawce. Przed klatką leży miękki, pomarańczowy dywanik. Zdjęcie przedstawia psa korzystającego ze swojego miejsca do odpoczynku.

Bycie wolontariuszem wiąże się przede wszystkim ze świadomością, że moje zaangażowanie w wychowywanie psiaka ma realny wpływ na to, że ten mały szczeniak kiedyś odmieni komuś życie. Jest to bardzo budujące.

Pierwsze dni z psem były na pewno bardzo ekscytujące, bo – tak jak mówiłam – od zawsze chciałam mieć psa. Naprawdę mocno się przygotowywałam, chciałam, żeby wszystko było idealnie i żeby od początku psiak miał zapewnione wszystko, czego potrzebuje. Byłam bardzo podekscytowana. Oczywiście każda rzecz, którą szczeniaczek zrobił, była najwspanialszą rzeczą na świecie. Pamiętam, że to były takie dni, w których po prostu się poznawaliśmy. Ja dawałam Tajdze dużo swobody, żeby sama eksplorowała przestrzeń, żebyśmy się siebie mogły trochę nauczyć.

Każdy właściciel psa wie, że wychowywanie szczeniaka obfituje w momenty śmiechu, ale także frustracji. Gdy pierwszy raz Tajga zawitała w moim domu, już po spacerze, wypuściłam ją na ogród, gdzie czekała na nią miska z wodą. Tajga najpierw się napiła, a następnie rozlała resztę wody, zaczęła się bawić miską i uciekać z nią po całym ogrodzie. Kiedyś podczas spacerów w lesie Tajga przez dwa dni znajdowała dynie, które ktoś musiał zostawić. Biegała z wielką dynią w pysku, dumna ze swojego znaleziska. Innym razem ze spaceru wróciła z kawałkiem metalowej rury, który uznała za najwspanialszą zabawkę.

Nauczyłam Tajgę odnoszenia pustej miski po jedzeniu. Kiedy kończyła posiłek, brała miskę w zęby i zanosiła mi ją do kuchni praktycznie za każdym razem.

Zabawne i zarazem rozczulające momenty to te, w których ja Tajgę głaskałam, a ona ze szczęścia mnie iskała. Potrafiłyśmy tak siedzieć przez kilka minut, okazując sobie wzajemną sympatię.

Trzy psy siedzą obok siebie na drewnianej ławce w otoczeniu zielonych drzew i krzewów. Po lewej stronie znajduje się czarny labrador, pośrodku biały pudel, a po prawej czarny pies o gęstej, kręconej sierści i białej plamie na piersi. Wszystkie trzy psy patrzą w stronę aparatu. Zdjęcie przedstawia wspólny odpoczynek psów podczas spaceru w lesie.

Wolontariat w Fundacji to jest bardzo wyjątkowa przygoda. Ja już mam trzeciego psa pod opieką jako wolontariusz. Wychowując labradora z Fundacją, można się dużo nauczyć o psach. Ale można nauczyć się też wiele o sobie. Pies uczy kontroli emocji, cierpliwości, konsekwencji. Z takim psiakiem można wypracować ogrom rzeczy i też szlifować swój charakter.

W tej psiej przygodzie pomocne jest, że cały czas można liczyć na wsparcie Fundacji, zwłaszcza trenerów. Jesteśmy w stałym w kontakcie i wiem, że gdyby się coś działo, otrzymam pomoc. Aktualnie mam dwa szczeniaki u siebie i mimo że jest to wyzwanie, nie obawiam się, bo wiem, że nie jestem z tym zadaniem sama.

Czarny labrador zagląda spod drewnianego stołu, opierając pysk na kolanach siedzącej osoby. Pies patrzy w górę dużymi, brązowymi oczami. Zdjęcie przedstawia bliski kontakt psa z człowiekiem w domowym otoczeniu.

Wyszkolenie Tajgi możliwe było dzięki dofinansowaniu Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ramach projektu “Labrador dla Niepełnosprawnego 2024-2027”.