[Wolontariat] Julia i Tajga
O Fundacji dowiedziałam się, przeglądając Facebooka. Wyświetlił mi się sponsorowany post o tym, że Fundacja szuka wolontariuszy. Nigdy nie miałam własnego psa, choć zawsze chciałam, i stwierdziłam, że to dobra opcja, żeby sprawdzić się jako opiekun czworonoga. Pomyślałam, że mogę się przy okazji wiele nauczyć, a do tego to wolontariat, więc moja praca przekłada się na pomoc osobie z niepełnosprawnością.

Bycie wolontariuszem wiąże się przede wszystkim ze świadomością, że moje zaangażowanie w wychowywanie psiaka ma realny wpływ na to, że ten mały szczeniak kiedyś odmieni komuś życie. Jest to bardzo budujące.
Pierwsze dni z psem były na pewno bardzo ekscytujące, bo – tak jak mówiłam – od zawsze chciałam mieć psa. Naprawdę mocno się przygotowywałam, chciałam, żeby wszystko było idealnie i żeby od początku psiak miał zapewnione wszystko, czego potrzebuje. Byłam bardzo podekscytowana. Oczywiście każda rzecz, którą szczeniaczek zrobił, była najwspanialszą rzeczą na świecie. Pamiętam, że to były takie dni, w których po prostu się poznawaliśmy. Ja dawałam Tajdze dużo swobody, żeby sama eksplorowała przestrzeń, żebyśmy się siebie mogły trochę nauczyć.
Każdy właściciel psa wie, że wychowywanie szczeniaka obfituje w momenty śmiechu, ale także frustracji. Gdy pierwszy raz Tajga zawitała w moim domu, już po spacerze, wypuściłam ją na ogród, gdzie czekała na nią miska z wodą. Tajga najpierw się napiła, a następnie rozlała resztę wody, zaczęła się bawić miską i uciekać z nią po całym ogrodzie. Kiedyś podczas spacerów w lesie Tajga przez dwa dni znajdowała dynie, które ktoś musiał zostawić. Biegała z wielką dynią w pysku, dumna ze swojego znaleziska. Innym razem ze spaceru wróciła z kawałkiem metalowej rury, który uznała za najwspanialszą zabawkę.
Nauczyłam Tajgę odnoszenia pustej miski po jedzeniu. Kiedy kończyła posiłek, brała miskę w zęby i zanosiła mi ją do kuchni praktycznie za każdym razem.
Zabawne i zarazem rozczulające momenty to te, w których ja Tajgę głaskałam, a ona ze szczęścia mnie iskała. Potrafiłyśmy tak siedzieć przez kilka minut, okazując sobie wzajemną sympatię.

Wolontariat w Fundacji to jest bardzo wyjątkowa przygoda. Ja już mam trzeciego psa pod opieką jako wolontariusz. Wychowując labradora z Fundacją, można się dużo nauczyć o psach. Ale można nauczyć się też wiele o sobie. Pies uczy kontroli emocji, cierpliwości, konsekwencji. Z takim psiakiem można wypracować ogrom rzeczy i też szlifować swój charakter.
W tej psiej przygodzie pomocne jest, że cały czas można liczyć na wsparcie Fundacji, zwłaszcza trenerów. Jesteśmy w stałym w kontakcie i wiem, że gdyby się coś działo, otrzymam pomoc. Aktualnie mam dwa szczeniaki u siebie i mimo że jest to wyzwanie, nie obawiam się, bo wiem, że nie jestem z tym zadaniem sama.

Wyszkolenie Tajgi możliwe było dzięki dofinansowaniu Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ramach projektu “Labrador dla Niepełnosprawnego 2024-2027”.