[Wolontariat] Justyna z rodziną
O wolontariacie usłyszałam w radio. Natalia opowiadała, jak zostać opiekunem szczeniaka i wychować go na psa do zadań specjalnych. Na wszelki wypadek zapisałam sobie, jak skontaktować się z Fundacją. Myśl o psie jako członku rodziny towarzyszyła mi już od pewnego czasu, więc stwierdziłam, że wszystko świetnie się składa. To był doskonały moment i po konsultacjach w gronie rodzinnym uznaliśmy, że damy radę i wspólnymi siłami zajmiemy się psem.
Okazało się, że nie poprzestaliśmy na wychowaniu jednego labradora. Mieliśmy u nas Raję oraz Javę. Dwa zupełnie różne labradory. Jeden uwielbiał jeść, a drugi grymasił. Jeden kochał wodę i szybko nauczył się pływać, a drugi z kąpieli korzystał tylko do kolanek. Różniły się też wyglądem! Raja to jasny, biszkoptowy pies, a Java jest czarna. Oba jednak od samego początku były fantastycznie mądre i zaangażowane w pracę z człowiekiem.
Czas spędzany na socjalizowaniu psa, treningach oraz zwykłym codziennym życiu i zabawach to wiele miłych wspomnień, emocji i nauki również dla mnie. Najwięcej nauczyłam się na temat psów (mowy ciała, jak się komunikować z psem) podczas spotkań treningowych. Odbywały się one w różnych miejscach miasta i na placu treningowym.
Czy to trudne zadanie wychować psa przewodnika? Myślę, że bardzo odpowiedzialne. Trzeba nauczyć szczeniaka, że nie jest pępkiem świata, oduczyć niepożądanych nawyków, korygować pewne zachowania, przyzwyczaić do jazdy ruchomymi schodami lub wsiadania do pociągu. To muszą być regularne ćwiczenia, tylko wówczas przyniosą efekt. Często przypadkowo napotkani ludzie tłumaczyli mi, że nie muszę się tak męczyć i mogę skorzystać z windy albo wziąć psa na ręce, zamiast zachęcać go do pokonania strachu przed ruchomymi schodami. Nie zdawali sobie sprawy z tego, że człowiek niewidomy nie poniesie psa, a też nie zawsze jest w pobliżu winda. Taki pies musi radzić sobie w każdej sytuacji i niczego się nie bać. Labradory są bardzo chętne do nauki i nabywania nowych umiejętności dlatego zostają fantastycznymi psami do zadań specjalnych, a taki wolontariusz jak ja może być tylko dumy, że dołożył tu swoją cegiełkę.