< wróć

[Wolontariat] Marta z Rodziną i Magia

2026-05-22

O Fundacji dowiedziałam się od koleżanki z pracy, która również brała udział w tej pięknej inicjatywie. Wysłała wiadomość w komunikatorze, informując, że jest możliwość zaopiekowania się pieskiem przez około rok, a finalnie piesek trafi do osoby potrzebującej. Nie słyszałam wcześniej o takiej akcji, więc zaczęłam dopytywać. Karola odesłała mnie do Natalii – powiedziała, że to jest dziewczyna, która zajmuje się wolontariuszami i wszystko mi wyjaśni.

Czekając na telefon od Natalii, zapytałam rodzinę, co oni na to. Od jakiegoś czasu rozważaliśmy adopcję pieska na stałe, więc uznałam, że to będzie całkiem dobry sprawdzian. Głosy były podzielone – córka bardzo się ucieszyła, nie zdając sobie do końca sprawy, iż piesek z nami będzie tylko – jak się później okazało – bardzo krótki rok. Starszy syn, był gotowy, ale najbardziej na NIE był mąż, ponieważ uważał, że rozstanie z psiakiem będzie bardzo trudne.

Następnego dnia zadzwoniła Natalia, która rozmawiała ze mną w taki sposób, jakby piesek był już do nas przydzielony. Opowiedziała, jak działa Fundacja, że są obecnie dwa rude pieski i 2 czarne, że najprawdopodobniej dostaniemy rudego i wraz z pieskiem całe wyposażenie. Powiedziała też, że Fundacja ponosi wszystkie koszty związane z żywieniem, klatką i opieką weterynaryjną.

Po rozmowie z Natalią już jakby nie było odwrotu, odniosłam wrażenie, że decyzja została podjęta… o czym poinformowałam w domu. Natalia z Emilem odwiedzili nas pewnego wieczoru razem z pieskiem, który aktualnie był u nich w treningu. Można powiedzieć, że troszeczkę uspokoili również męża. Byliśmy zachwyceni i już tylko czekaliśmy, aż przyjedzie "nasz" maluszek.

Ruda sunia miała być uzupełnieniem naszego rudego zwierzyńca. Mamy 2 rude kotki i rudego królika (u babci). Kiedy przyjechała Magia – imię miała już nadane, ponieważ jest sponsorowana przez restaurację Ministerstwo Magii – od razu skradła nam serca. Z początku była wystraszona w samochodzie – próbowała się gramolić na człowieka (od początku niezbyt chętnie jeździła samochodem), ale kiedy tylko wyszła z auta pod domem, to czuła się już jak u siebie. Ganiała nas, zaglądała w każdy kąt. Była i jest bardzo ciekawska i towarzyska. Pierwszą noc córka spała przy klatce Magii i była całkiem spokojna – obie czuły się bezpieczne, kolejne noce również nie były trudne. Poczuliśmy, że

Magia się zadomowiła.
Naszą misję traktowaliśmy poważnie, mieliśmy nauczyć Magusię załatwiać się poza domem, chodzić na smyczy, utrwalać komendy, których wspólnie uczyliśmy się na treningach. Treningi odbywały się w kilku miejscach około trzech razy w miesiącu. Magię zabieraliśmy do restauracji, sklepów, czasem z mężem jeździła do pracy. Byliśmy też na kilku wspólnych wyjazdach. Nie sprawiała żadnych kłopotów, nic nie niszczyła, nie ujadała w hotelowych pokojach, nie brudziła. Dotrzymywała nam kroku i dawała mnóstwo radości.

Bycie wolontariuszem to ogrom miłości i radości, ale również determinacja i konsekwencja w codziennych treningach oraz asertywność przy spojrzeniu wołającym stale: "Też bym coś zjadła! Może się podzielisz tym, co tam jesz?".

Uczyliśmy się czytać sygnały wysyłane przez Magię – od zmęczenia przez stres aż po czystą radość z dobrze wykonanego zadania. Jest to świetny trening cierpliwości i empatii dla obydwu stron. Magia jest bardzo mądrym i towarzyskim pieskiem, ma też świetne zdrowie, co jest bardzo ważnym elementem tego przedsięwzięcia. Jest przyjazna dla wszystkich napotkanych istot – od ludzi przez pieski, koty i nawet węże!

Jest odważna i jednoczenie straszny z niej cykor, kiedy wieczorem ma wyjść na spacer w ciemności. Bardzo wtedy pilnuje swojego opiekuna. Magia jest również świetną piłkarką – uwielbia grać z chłopakami w piłkę i balon, za to niespecjalnie uwielbia wodę. Kiedy tylko ktoś zostawi skarpetki na kanapie, to czeka długo – zabiera je do swojej klatki (czyżby próbowała nas uczyć porządku?).

Pewnego razu, kiedy była jeszcze maleńka, szczekał na nią przez bramę mały kundelek, ale ona w pełni zaufania podeszła się przywitać. Gdy przełożyła nosek przez szczebelki płotu, tamten psiak zaraz chwycił ją za nos. Zaskoczona odskoczyła, zapłakała i w rytm lamentu popędziła do domu – od tego momentu z dużym respektem wita się z małymi pieskami.

Wszyscy włożyliśmy mnóstwo serca w wychowanie PSIjaciela, którym podzielimy się z osobą, dla której nasza Magia stanie się „oczami”, „uszami”, gwarantem bezpieczeństwa – czujemy, że to coś WIELKIEGO – prawdziwa MAGIA!

Magia dołączyła do nas dzięki wsparciu partnera - Ministerstwa Magii w Szczecinie