< wróć

[Wolontariat] Wanda i Sara

2026-04-23

Sara – super pies!

Mam na imię Wanda. Mieszkam w Poznaniu z mężem Łukaszem i synami Damianem i Bartkiem. O Fundacji dowiedziałam się od mojej koleżanki, która była wolontariuszem i wraz ze swoim mężem wychowywała psa Bambusa. Bambus jest już psem asystującym.

 

Osoba w czarnej kurtce puchowej i białej czapce kuca w lesie, obejmując czarnego labradora retrievera. Wokół widać sosnowy las z igliwiem i szyszkami na ziemi. Pochmurna, jesienna lub wczesnowiosenna pogoda

Temat osób niewidomych nie jest mi obcy, ponieważ siostra mojej babci stopniowo traciła wzrok na skutek jaskry i zaćmy. Ciocia prawie całkowicie straciła wzrok. Moi rodzice, rodzeństwo i ja pomagaliśmy Cioci, która była wdową i nie miała swoich dzieci, a pod koniec życia zamieszkała w moim domu rodzinnym. Pomyślałam sobie, że zostanie wolontariuszem w fundacji pomagającej ludziom z taką niepełnosprawnością byłoby dobrym ukłonem dla niej. Ciocia była wspaniałą osobą i wiele jej zawdzięczam.

Czarny labrador retriever śpi zwinięty w kłębek na kolorowym dywanie w geometryczne wzory, opierając głowę o pluszowego misia. W tle widać drewnianą komodę z książkami, doniczkową palmę i fragment jasnej kanapy. Domowe, przytulne wnętrze.

Trzy lata trwało przekonywanie rodziny. Sam pomysł posiadania szczeniaka – super, perspektywa oddania go po roku – już nie. W końcu udało się! W czerwcu zgłosiłam się do Fundacji, a już w lipcu dostaliśmy czarną labradorkę. Nazwaliśmy ją Sara. Szczeniak miał 4 miesiące. Mieliśmy to szczęście, że ominęło nas nocne wstawanie. Sara przesypiała w klatce całą noc, ładnie chodziła na smyczy, była nauczona czystości w domu. Wszyscy domownicy od razu się w niej zakochali.

Sara jest cudownym psem. Lubi wyzwania, lubi się uczyć, uwielbia aportować. Jest usłuchana i jak na labradora – grzeczna. Ja jestem trochę roztrzepana i zawsze przed wyjściem na spacer nerwowo szukam: kluczy, telefonu, czapki oraz szykuję smaczki dla Sary. W tym czasie Sara ze stoickim spokojem siedzi pod drzwiami i tylko wodzi za mną wzrokiem. Podziwiam ją, że ma tyle cierpliwości do mnie.

Czarny labrador retriever w czerwonej kamizelce Fundacji Labrador leży na piaszczystej plaży, trzymając między łapami duży patyk. W tle wydmy, błękitne niebo i wieża ratownicza. Słoneczny, zimowy lub wczesnowiosenny dzień.

Jak wspomniałam, Sara lubi się uczyć. Gdy pierwszy raz na treningu na PKP udało się, że wjechała schodami ruchomymi na górę, po paru dniach postanowiła powtórzyć swój wyczyn. Jednego dnia wróciłam po pracy do domu i zabrałam ją na spacer. Oczywiście się spieszyłam i nie zabrałam smaczków. Sara ,,ciągnęła" mnie w jednym kierunku – w stronę PKP. Mieszkam w centrum, więc na treningi na stacji chodzimy piechotą i Sara zna tę trasę. Gdy tam dotarłyśmy, Sara zaprowadziła mnie na schody ruchome. Wjechałyśmy trzy razy, potem obeszłyśmy poczekalnie, pochodziłyśmy po dworcu i dopiero wtedy Sara ,,pozwoliła'' na powrót do domu, bo zadanie zostało wykonane. A wszystko to odbyło się bez nagradzania smaczkami, których zapomniałam zabrać. I czy to nie jest super pies?!

Czarny labrador retriever w czerwonej kamizelce Fundacji Labrador podaje łapę osobie kucającej naprzeciwko niego. Osoba ma na sobie jasnofioletową sukienkę i plecak. Za nimi widać ciemne, drewniane drzwi. Zdjęcie zrobione w ciepły dzień.

Sara szkolona jest dzięki dofinansowaniu PFRON – Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ramach projektu "Labrador dla Niepełnosprawnego 2024-2027”.